Trzymajmy się morza
Stanisław Staszic

Pożegnanie kapitana Eugeniusza Daszkowskiego

W wtorek 6 kwietnia w Szczecinie odbyły się uroczystości pogrzebowe Eugeniusza Andrzeja Daszkowskiego, kapitana żeglugi wielkiej, Honorowego Obywatela Wyszkowa, pisarza marynisty, autora książek o Wyszkowie. Na uroczystościach nie mogło zabraknąć przedstawicieli naszego miasta.
Kapitan od kilkudziesięciu lat mieszkał w Szczecinie. Tam również, na Cmentarzu Centralnym odbył się ceremoniał pogrzebowy. Cmentarz Centralny w Szczecinie to największa nekropolia w Polsce, a trzecia w Europie i jedna z największych na świecie, wzorowana na nekropoliach Hamburga i Wiednia. Obecnie zajmuje powierzchnię 172,33 hektara. Od założenia cmentarza pochowano na nim ponad 300 tys. osób.
Cmentarz Centralny jest też jednym z najpiękniejszych parków przyrodniczych miasta Szczecina.
Ze względu na epidemiologiczne obostrzenia, uroczystość pogrzebowa Eugeniusza Andrzeja Daszkowskiego była bardzo skromna. Odbyła się w Kaplicy Cmentarnej (Hauptkapelle), skąd kondukt żałobny przeszedł na Aleję Zasłużonych Kombatantów, która sąsiaduje z ulicą Ku Słońcu (miejsce pochówku: CC-4E-12-6). Pożegnalne 5 klangów na dzwonie okrętowym oraz dźwięk trąbki dopełniły tradycji pożegnań ludzi morza.
Zmarłego żegnała rodzina, przyjaciele, poczty sztandarowe, uczelnie, w tym licznie reprezentowana Akademia Morska w Szczecinie (wystawiła wartę honorową), stowarzyszenia, kombatanci, marynarze, literaci. Okolicznościowe przemówienie wygłosił m.in. prezes oddziału Związku Literatów Polskich w Szczecinie Leszek Dembek, organizacji w której popularny Geniek w latach 1989 – 1990 był prezesem.
W pożegnaniach podkreślano związki Eugeniusza Daszkowskiego z Wyszkowem. Rodzinne miasto zmarłego i powiat wyszkowski reprezentowali burmistrz Grzegorz Nowosielski oraz wicestarosta Leszek Marszał, którzy w imieniu mieszkańców, samorządów, organizacji pozarządowych (w tym wyszkowskiego oddziału Ligi Morskiej i Rzecznej) oddali hołd Honorowemu Obywatelowi.
Eugeniusz Andrzej Daszkowski urodził się 4 lutego 1930 roku w Wyszkowie, gdzie skończył szkołę podstawową i średnią. Z morzem zetknął się po raz pierwszy jako siedemnastolatek, na kursach pracy morskiej, organizowanych przez Centrum Wychowania Morskiego. W 1950 r. ukończył Wydział Nawigacyjny Państwowej Szkoły Morskiej w Szczecinie, a 6 lat później Wydział Ekonomiczny Transportu Politechniki Szczecińskiej. Dowodził wieloma statkami, także pod obca banderą. W latach 1972-78 był rektorem Wyższej Szkoły Morskiej w Szczecinie.
Jest autorem kilkunastu książek o tematyce morskiej, ale dla wyszkowian najważniejsze są wydane w 1996 r. autobiograficzne wspomnienia „Mój Wyszków”, obejmujące lata 1930-1948 oraz wydane w 2000 r. „Wyszkowskie wspomnienia”, będące kontynuacją „Mojego Wyszkowa”.
Eugeniusz Andrzej Daszkowski na wieczną wachtę odszedł 27 marca. Miał 91 lat. Do ostatnich dni pisał…

  Pogrzeb kapitana Daszkowskiego

Nieodżałowanej pamięci Eugeniusz Andrzej Daszkowski w lutym ukończył 91 lat, lecz w ostatnich miesiącach zmagał się z ciężką chorobą i w sobotę 27 marca o godz.. 0615 odszedł na wieczną wachtę. Pogrzeb miał miejsce w Szczecinie 6 kwietnia o godz.1330.

W asyście pocztów sztandarowych Akademii Morskiej i Szczecińskiego Klubu Kapitanów Żeglugi Wielkiej został odprowadzony na miejsce wiecznego spoczynku w alei Kombatantów.

Po modlitwie księdza pallotyna szczecińskiego Stella Maris Stanisława Flisa i księdza Łukasza z parafii Przemienienia Pańskiego na Gumieńcach pożegnali zmarłego: kpt. Marian Cebrat . kpt. Józef Gawłowicz i prezes ZLP Leszek Dembek.

Przemówienia:

1.Marian Cebrat

2.Józef Gawłowicz

Cisza była w kaplicy, przerywana jeno płaczem kobiet. Ksiądz wszedł na ambonę, uderzył w werbel, złamał pałeczki i krzyknął:

– Panie kapitanie Daszkowski! Szczecin płacze za Tobą, a Ty się nie zrywasz! Do Uczelni nie przychodzisz! Na statek nie okrętujesz!

Swoim odejściem zostawiłeś Przyjacielu głębokie blizny w sercach ludzkich. W sercach rodziny, przyjaciół – tych, których wykształciłeś i Tych, którzy z Tobą pływali a także ogromnej rzeszy czytelników.

Całe swoje życie poświęciłeś młodzieńczej pasji marząc o dalekich morzach już w rodzinnym Wyszkowie, jako chłopiec podczas beztroskiego dzieciństwa w latach 1930 – 1939. Nawałnica wojenna i nauka w ukryciu zakłóciły twoje szczęśliwe lata, a działalność w Szarych Szeregach podkreśliły twój młodzieńczy patriotyzm.

Po wojnie realizowałeś spełnienie marzeń i była pierwsza przygada morska – Szkoła Jungów a później legendarna Państwowa Szkoła Morska w Szczecinie przy alei Piastów.

Miałeś wspaniałe wzorce – kapitanów Konstantego Maciejewicza, Antoniego Ledóchowskiego czy Józefa Giertowskiego, których sylwetki utrwaliłeś tak barwnie w książce Szkoła Wilków Morskich.

  Odebranie prawa pływania za Szare Szeregi skutkowało podjęciem pracy na lądzie a po zmianach władzy odbyłeś pierwszy rejs, jako marynarz na „Satu”. A później studia na Politechnice Szczecińskiej. Dalsze twoje losy i praca na statkach pod dowództwem generacji romantyków pozwoliła Ci przejść wszystkie szczeble morskiej kariery od marynarza do kapitana.

Od 1969 roku objąłeś godność Rektora szczecińskiej Alma Mater Mariniensis i pełniłeś ją prze dwie kadencje. Równolegle rozwinąłeś działalność literacką na wielka skalę, która zaowocowała trzydziestoma tytułami. Ówczesny prezes Związku Literatów Polskich pisarz i eseista Piotr Kuncewicz poznawszy twoje dzieła poczynając od ważnej marynarskiej epopei Wachta wyraził się, że ozdabiasz sobą piękny Szczecin.  

Teraz zacząłeś już wieczną wachtę i bardzo nam Ciebie brak. Ale starożytni, ceniący literaturę i sztukę pięknej wymowy przyrównywali śmierć pisarza do upuszczonej Orfeusza liry, którą literat w tamtym, lepszym świecie podniesie i nadal będzie nas zachwycał i wzruszał.

Śpij nam Gieniu, niech Ci się przyśnią w szczecińskiej ziemi Lądy Dalekie.

 

KPT.Ż.W.  EUGENIUSZ  DASZKOWSKI – OSTATNIE POŻEGNANIE

 

Drogi  Kapitanie, Przyjacielu.

Nie wybrałeś dobrego czasu na odejście. Czas pandemii, obowiązujące obostrzenia: zakazy i nakazy zmusiły znaczną część Twoich przyjaciół i czytelników, uczestników słynnych wodowań Twoich książek, do pozostania w domu, a przecież w normalnych warunkach tłumnie by Cię żegnano.

Byłeś niezwykłą osobą.

Dla środowiska kombatanckiego, z racji działalności Twojej w Szarych Szeregach w okresie II wojny światowej, byłeś  kombatantem.  W jednej ze swoich książek upamiętniłeś dramatyzm okrutnych lat II wojny światowej w swoim rodzinnym mieście Wyszkowie. Byłeś też bardzo aktywnym członkiem tego środowiska. Między innymi, byłeś filarem Zarządu Koła Kombatantów przy Polskiej Żegludze Morskiej. Stąd miejsce Twojego spoczynku na Kwaterze Kombatanckiej.

Nade wszystko,  byłeś Kapitanem żeglugi Wielkiej i wysokiej klasy dowódcą statków Polskiej Żglugi Morskiej, a także statków noszących obce bandery. Zostawiłeś po sobie niezwykłą spuściznę, a są to książki, które pisałeś do ostatnich chwil swego życia. Uratowałeś w nich od zapomnienia życie polskich marynarzy w tle ówczesnych  stosunków społecznych, jakże często  bardzo krzywdzących człowieka.  To głównie dla tej Twojej działalności marynistycznej jesteśmy tutaj, bo chcemy Ci podziękować za umożliwienie powrotu do naszych przeżyć z okresu  niezbyt łatwego, a czasem dramatycznego.  I to właśnie daje Ci prawo do zaszczytnego miejsca w Alei Zasłużonych Kombatantów, w sąsiedztwie z byłym Naczelnym Dyrektorem P.Ż.M. Ryszardem Kargerem.

Byłeś  marynarzem z krwi kości. Na morze wracałeś przez całe swoje życie, nawet na emeryturze. Przecież znaczną część swoich książek wodowałeś w tym właśnie okresie swojego życia.

W jednej z nich napisałeś:

„Młodość nie uznaje argumentów, jest jak żywioł, czuje się nieomylna, wszechwiedząca. Szybko, o dużo za szybko mija. I nam – marynarzom, pozostaje mimo wszystko morze. Dom jest tylko przystanią. Tęsknimy za nim, za rodziną, żonami. A jednak zawsze wracamy z domu na morze. Nie rodzimy się marynarzami, stajemy się nimi z godziny na godzinę, z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc i z roku na rok. Ja na morze nie mogę narzekać, powiedzieć złego słowa. Dało mi w życiu wszystko i dlatego boję się lądu”.

Dla nas marynarzy, nic ująć, nic dodać, A jednak w swojej, osobistej dedykacji, mimo, że bałeś się lądu, odniosę się do niego słowami naszego poety, Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego:

 A Ty, Panie, … „Na Wyspy Szczęśliwe go zabierz”…       (recytacja)         

                                                                               (K. I. Gałczyński)                

Niechaj Wyspy Szczęśliwe Ci służą. Odpoczywaj w pokoju!                                

 

W imieniu Zachodniopomorskiego Zarządu Wojewódzkiego Związku Kombatantów Rzeczypospolitej Polskiej i Byłych Więźniów Politycznych

Kpt. Ż. W.   Marian Cebrat

Pożegnanie wygłoszone przez prezesa oddziału Związku Literatów Polskich w Szczecinie Leszka Dembka

Szanowna Rodzino,

Szanowni Państwo!

 

Ostatni rejs …

Ostatnia książka …

Ostatnie spojrzenie …

W sobotę, 27 marca, odszedł na wieczną wachtę Kapitan Żeglugi Wielkiej Eugeniusz Andrzej DASZKOWSKI.

Oficer i kapitan, którego cechowała rzetelność, marynarska wiedza i doświadczenie – prawdziwy człowieka morza.

Należał do grona ludzi morza, ważnych w historii kształcenia kadr morskich. Ale i cechy charakteru stawiają GO w szeregu prawdziwych autorytetów marynarskiej profesji.  Człowiek morza najwyższej próby, ale również uznany pisarz marynista.

Od 1976 roku należał do szczecińskiego oddziału Związku Literatów Polskich, będąc też jego prezesem w latach  1989 – 1990.

Literatura była jego pasją i dzięki niej zauroczyło go morze. Szczególnie poprzez książki Josepha Conrada, w które się wczytywał przy okupacyjnej lampce karbidówce, a następnie  przez marynistyczną lekturę Scotta, Melville´a czy bliskiego nam Borchardta. Marzył, żeby po zakończeniu wojny wyrwać się na bezkresne morza.

Lektura tych książek rozbudziła w nim, jak pisał,  tęsknotę za szerokim światem, pełnym kolorowych przygód, egzotycznych lądów i mórz.

Ze Szczecinem związany był od 1948 roku:

To miasto – jak wspomina w książce „Na morzu i lądzie” – urzekło mnie od pierwszego spojrzenia.

I tak w 1950 roku został absolwentem Wydziału Nawigacyjnego Państwowej Szkoły Morskiej w Szczecinie. Wykładowcami w tym czasie byli m.in. kapitanowie:

Konstanty Maciejewicz, Antoni Ledóchowski, Bolesław Babczyński, Józef Giertkowski czy wyśmienity gawędziarz Roman Budka.

Wspaniali ludzie morza, na których chciał się wzorować.

W październiku 1956 roku rozpoczął pracę na morzu. O swoim powolnym wrastaniu w morze pisał m.in. w „Feralnym rejsie”:

Marynarzem, w pełni znaczenia tego słowa, staje się człowiek wtedy, gdy na morzu tęskni za domem, a po dłuższym pobycie w domu – za morzem.`

Po 11 latach został kapitanem żeglugi wielkiej. O swoim spełnionym marzeniu pisał w książce pt. „Droga na kapitański mostek”:

Mam na sobie wymarzony mundur kapitański z czterema paskami i czapką z „jajecznicą”, oraz tę samotność morską,    z którą będę się potykał przez wszystkie lata mojej dalszej, marynarskiej kariery.

Pływał na prawie trzydziestu statkach, połową z nich dowodził. Dowodził też wieloma statkami szczecińskiego armatora, m.in. „Kutno II”, „Chrzanów”, również jednostkami obcych bander.

Przez dwie kadencje w latach 1972-1978 był rektorem Wyższej Szkoły Morskiej w Szczecinie. W tym czasie doprowadził do budowy i przekazania szkole dwóch statków m/t „Rybak Morski” i m/s „Kapitan Ledóchowski”, co na wiele lat zapewniło studentom właściwe warunki praktyk morskich.

Pracę na morzu zakończył w 1997 roku, dowodząc nowoczesnym trawlerem rybackim z Wysp Owczych „Patricia II”.

Kapitana Eugeniusza Daszkowskiego oprócz morza,  fascynowało jeszcze, jak wiemy, pisanie. Stopniowo zdobywane doświadczenia i czynione obserwacje stały się dla niego materiałem, początkowo opowiadań i reportaży drukowanych w prasie, zwłaszcza w regionach północnych kraju, potem powieści. Swoją literacką przygodę tak wspominał w „Feralnym rejsie”:

Uciekałem w szkolnictwo, ale jak bumerang wracałem na  morze, na którym zawodowo czułem się w pełni spełniony. Dawało mi dodatkowo impuls do pisania, wynikający z tęsknoty za domem i lądem. Oprócz tego obserwacja załogi, jak i rozmowy na mostku dostarczały mi tematów, które uważałem za ciekawe i godne pióra.

Wiele ciekawych opowiadań powstało na statku m/s „Zahi” czy m/s „Fere”. To właśnie tutaj – jak wspomina autor –  na statkach pod tanimi banderami …

rozpisałem się na dobre i każdą wolną godzinę spędzałem przy maszynie do pisania, a załoga, która już widziała moje wcześniejsze książki, była bardzo dumna, że o nich piszę.

W 1996 roku opublikował autobiograficzną książkę „Mój Wyszków”, a cztery  lata później – „Wyszkowskie wspomnienia”. Rodzinne miasto doceniło Go tytułem  Honorowy obywatel Wyszkowa.

Za książkę ,,Afrykańskie spotkania” autor otrzymał w 1975 r. nagrodę literacką im. Josepha Conrada, przyznaną przez Zarząd Główny Związku Zawodowego Marynarzy i Portowców. Otrzymał również pierwsze miejsce w plebiscycie czytelniczym za książkę „Blindziarze z San Pedro” jako „najlepszą książkę marynistyczną napisaną w latach 1985-1987 w Polsce”, którą nagrodzono również „Złotym Exlibrisem” Książnicy Szczecińskiej.

Jego twórczość to nie tylko niezwykłe opowieści wilka morskiego, ale przede wszystkim świadectwo historyczne minionego czasu. Także barwna kronika morskiego Szczecina, a w szczególności upamiętnianie znakomitych nazwisk ludzi morza, którzy z naszym miastem i regionem związali swoje losy, tak jak sam Eugeniusz Daszkowski oraz statków, na których pływali i którymi dowodzili.

W swoim dorobku posiada ponad 30 książek, w tym 5 pozycji popularno-naukowych poświęconych edukacji oficerów w Wyższej Szkole Morskiej w Szczecinie oraz 26 pozycji literackich. Jego książki fascynowały czytelników egzotyką, dalekimi podróżami, które w latach 70. i 80. ubiegłego wieku dla większości Polaków były niedostępne.

Był też autorem słuchowisk radiowych, które zrealizowano w Rozgłośni Polskiego Radia w Szczecinie i scenariuszy filmowych.

Lata pracy twórczej potwierdzają niewątpliwe zasługi, nie tylko na niwie działalności na rzecz kultury, literatury, w tym literatury marynistycznej, ale też pokazują pozycję kapitana Eugeniusza Daszkowskiego w pejzażu kulturalnym naszego miasta, regionu i Polski, dla których przez dziesiątki lat czynił wysiłki, by upowszechniać i ochraniać wizerunek polskiego marynarza, pracę ludzi morza, znaczenia polskiej floty i urodę ukochanego żywiołu.

Bez dokonań literackich i zawodowych kapitana Daszkowskiego na rzecz Akademii Morskiej w Szczecinie i popularyzacji uczelni oraz działalności w środowisku literacko-artystycznym – Szczecin byłby uboższy nie tylko w polskiej czy regionalnej literaturze i kulturze, ale też w edukacji kolejnych pokoleń, która zawsze była priorytetem Eugeniusza Daszkowskiego jako nauczyciela akademickiego i … pisarza marynisty.

 

Kapitan Żeglugi Wielkiej Eugeniusz Daszkowski szedł za przesłaniem swoich literackich mistrzów, jak wspomnianego wcześniej cenionego pisarza – Josepha Conrada, który stał się głównym źródłem jego twórczości:

Szedł za marzeniem i znowu … za marzeniem, i tak zawsze aż do końca.

Świadczyć może o tym ostatnia napisana książka „Pies na statku”, („Orłowo”) jeszcze bez symbolicznego wodowania, ale na pewno dopłynie „nad wody ciche i spokojne, (…) po najdłuższe czasy”.

Był Kapitanem własnej duszy, kierującym się zasadą

„pracuj nad sobą” i „nie pomnażaj zła”.

Ze smutkiem i bólem żegnając dzisiaj Kapitana Żeglugi Wielkiej Eugeniusza Daszkowskiego – przypominają  się słowa Karola Olgierda Borchardta:

… dobrzy żeglarze nigdy nie umierają. Ich nieobecność tłumaczy się długim i trudnym rejsem dokoła Cabo das Tormentas – czyli Przylądka Burz,… ale także Przylądka Dobrej Nadziei.

 

Dziękujemy Ci, Eugeniuszu,

za dar Twojej marynistycznej literackiej obecności.

 

Poeta Marian Yoph – Żabiński, opiewając morze

w wierszu pt. „Krótki kurs marynistyki”

napisał:

Właściwie już o morzu

napisano wszystko –

od brzegu do brzegu

 

Z latarni morskiej poeci

zrobili naczynie

na kwiaty metafor,

z portu – okno na świat,

z żagli skrzydła

romantycznej podróży

…..

Conrad odkrywczo zwiedził

dno morza

w człowieku.

London tak się rozżaglił,

że dziś jeszcze płynie

na widnokręgu rozmów

jutrzejszych żeglarzy.

 

A w niezwykle prostych słowach Piotr Kuncewicz,

uznany krytyk literacki,

powiedział jakże znaczące słowa,

„ (Kapitan) Daszkowski zdobi sobą piękny Szczecin ”.

Tak, Eugeniuszu, to jest prawda.

 

Parafrazując słowa z wiersza Roberta A. Florczyka,

można powiedzieć, że:

 

Szczęśliwy jest okręt

(Na którym znów dowodzisz)

Który ma swój port ostatni

W dobrej przystani

Gdzie ostatnią cumę rzuca pewnie

Gdzie zatoka skrzy (się) modra …

 

Dziękujemy Ci, Eugeniuszu,

za dar Twojej marynistycznej obecności wśród nas.

 

Spoczywaj w spokoju Nasz Kapitanie Wielkiej Żeglugi!

(Piękną) Pieśnią jest (już) Twoje imię

a morze powtarza to jak echo … *

 

*(parafraza słów wiersza Barbary Teresy Dominiczak pt. „Pieśnią jest Twoje życie”)

Rodzinie i Najbliższym wyrazy szczerego współczucia składa Związek Literatów Polskich Oddział w Szczecinie.

Szczecin, 6 kwietnia 2021 r.

Prezes

Związku Literatów Polskich

Oddział w Szczecinie

Wykonawca: