A oto opinie samych uczestników.
Jan uczeń II klasy Gimnazjum nr 2 w Gdańsku
Już po raz drugi popłynąłem na Flis. Wprawdzie w tym roku nie było tak dużo przygód, jak w tamtym, bo nie było zbyt dużo przemiałek i kamieni, za to znacznie wyższy poziom wody, ale sam spływ był również bardzo ciekawy. Najbardziej interesuje mnie to, że podróżujemy z miasta do miasta, zwiedzamy je i poznajemy nie tylko od strony wody. Czasami było trudno, bo trzeba było dużo wiosłować pod prąd, żeby utrzymać się, ale czasami też było bardzo przyjemnie, kiedy ciągnęła nas koszarka i musieliśmy tylko sterować. Płynąłem od samego Wyszogrodu i tylko na początki padało, a tak mieliśmy ładną pogodę. Troszeczkę jestem zmęczony, ale od wczoraj zdążyliśmy odpocząć. Mieliśmy bardzo dobre zaplecze, pyszne jedzenie i naprawdę nie było żadnych minusów. To była naprawdę ciekawa przygoda, watra polecenia, którą warto przeżyć.
Marek z Przywidza uczeń I klasy Zespołu Szkół Energetycznych w Gdańsku
Do udziału we Flisie namówił mnie retman, także przyjaciele i znajomi, którzy brali udział w poprzednim Flisie. Było naprawdę wspaniale, bez większych trudności i przeszkód pokonaliśmy wszystkie etapy. W przyszłym roku również planuję wziąć udział w takim spływie.
Marta ze Starogardu Gdańskiego, absolwentka Publicznego Gimnazjum nr 3, obecnie stara się o przyjęcie do Szkoły Morskiej w Gdyni.
Na Flisie było super, choć mało wrażeń w porównaniu z ubiegłym rokiem, bo nie było żadnych miałek, był za to duży poziom wody. Najciekawsza dla mnie była śluza we Włocławku, no i sam rejs po Wiśle, która nie wszędzie jest czysta, ale moim zdaniem, generalnie nie jest taka zła.
Andrzej Stąsiek opiekun grupy młodzieży z Bielska Białej.
Mogę powtórzyć to, co podpowiadają mi moi podopieczni – uczniowie Szkolnego Koła Ligi Morskiej i Rzecznej, którzy zdobyli pierwsze miejsce w konkursie „Młodzież na morzu”. Jest to 7 dziewczynek i 3 chłopców. Pierwszy raz brali udział we Flisie i są zadowoleni z udziału w nim. Była to twarda szkoła życia i nowe wyzwania, jakie ich spotkały, bo na początku były to 2 godziny walki z namiotem, a teraz jest to 10 minut. W Okręgu Bielskim mamy 6 szkolnych kół w trzech kategoriach: szkoły podstawowe, gimnazja i szkoły średnie. M.in. w Jaworzu w szkole podstawowej, w której kiedyś pracowałem, założyłem szkolne koło i teraz absolwenci idąc do liceum kontynuują działalność. Zabieramy dzieci do Kołobrzegu, do Szczecina, by mogły zobaczyć te miasta. Koło w Jaworzu jest to jedyne koło międzynarodowe, ponieważ współpracuje ze Słowakami, Czechami i Węgrami, gdzie są szkoły polonijne. Jest to pełna integracja dzieci z kilku krajów.
Bogdan Gliniecki – retman V Flisu.
Dopłynęliśmy szczęśliwie, bez większych usterek. Mieliśmy dobre warunki, bo był wysoki poziom wody i dobry prąd, więc elegancko nam się spływało i bardziej bezpiecznie niż w ubiegłym roku, kiedy było dużo mielizn i niebezpiecznych górek. Pogoda była dla nas w miarę łaskawa, nie mieliśmy większych burz i opadów, bo wszystko nas omijało bokiem. Mimo wysokiego stanu wody ani na moment nie było zagrożone bezpieczeństwo uczestników. Były wystawiane stałe wachty dla zachowania czujności i wszystko wcześniej zaplanowaliśmy, by zachować bezpieczeństwo. Dzięki sponsoringowi Pana Łożewskiego mieliśmy zapewnioną całą logistykę, gdyż mieliśmy kuchnię, magazyny z żywnością i zaplecze socjalne.
Prezes LMiR Andrzej Królikowski
Flis to rodzaj spędzania wolnego czasu. Wisła jest bardzo surową rzeką i wymaga od uczestników maksymalnego skupienia w czasie rejsu i bardzo dobrej orientacji, bo przecież są wyznaczone tory wodne, które pozwalają tej gromadzie jednostek bezpiecznie przepłynąć. Ale i wbrew pozorom – wysoki stan wody, który spotkał Flisa już od Korzeniewa, aż do Tczewa i do Przegaliny, jakby zwolnił czujność uczestników, że niebezpieczeństwo osiadania na przemiale piachu może być zagrożeniem. Natomiast między Toruniem a Chełmnem płycizny bardzo mocno dają o sobie znać. Czy uczestnicy są szczęśliwi? Wydaje mi się, że tak, bo w gronie 85 ludzi, którzy uczestniczyli na poszczególnych etapach Flisu, 25 osób to ludzie dorośli. Czyli maleńkimi krokami idziemy w takim kierunku, byśmy mogli sobie zorganizować wolny czas urlopowy. Jeden z kolegów powiedział, że gdyby nie Flis, siedziałby w fotelu przed telewizorem i się nudził, a tak przebywał na świeżym powietrzu, zgubił wagę i czuje się dowartościowany.
Flis przypomina także, że trzeba rozpocząć myślenie o transporcie śródlądowym na Wiśle. To nie jest tak, jak wielu mówi, ile tu trzeba zrobić. Wisła nie może być skansenem. Sam Flis miał za zadanie także spojrzenie na czystość wody, na wygląd brzegów, jak one wyglądają, czy generalnie Wisła jest regulowana. W tej chwili nie możemy tego potwierdzić ze względu na to, że opady deszczu na południu i przybór wody w małych rzekach spowodowały wysoki stan wody i w Wiśle. Uważam, że jeżeli nie spojrzymy na te elementy, które towarzyszą Flisowi oprócz zachęty do spędzania wolnego czasu na Wiśle, to dodatkowo trzeba myśleć o transporcie, który małymi kroczkami powinien być uruchamiany. Właściwy resort nie powinien się bać, ale pomagać tym, którzy chcą przewozić Wisłą towary. Jeżeli chcemy myśleć o ekologii, to powinniśmy myśleć o tym właśnie zielonym transporcie, bo jedna barka może przewieźć nawet 60 – 100 tirów z kontenerami. Jeżeli nie widzi się tego, to autostrady nic tu nie pomogą.