Korytarze cmentarnych alejek wiją się coraz dalej i dalej. Białe chryzantemy coraz gęściej ścielą marmurowe „domy”, a płomienie pamięci, ustawione szeregiem nadaremnie próbują wypełnić pustkę i chłód. Żył lat…. zmarł. I znów mamy dzień wspomnień, refleksji i pamięci o tych, którzy wypełniali przed laty nasze otoczenie. Niewątpliwie najbardziej brakuje nam najbliższych, tych, z którymi dzieliliśmy dzień codzienny. Ale nierzadko wspominamy i tych spoza rodziny, którzy przez swój wpływ na nasze życie odegrali swoją ważką rolę. Są to często nasi ulubieni nauczyciele, wykładowcy, przełożeni, ale i przyjaciele, z którymi dzieliliśmy pokój w akademiku, czy kabinę na statku. Niektórzy odchodzili od nas spełniwszy swoją ziemska misję, ale odejście naszych przyjaciół, kolegów, rówieśników miało przeważnie tragiczny przebieg i z ich odejściem najtrudniej się pogodzić. Na nekropoliach tego dnia wydepczemy swoją cmentarną ścieżkę. W Kołobrzegu od komandora Ryszarda Grabkowskiego do kapitana Bronisława Szmidta, którzy byli wychowawcami młodych żeglarskich pokoleń, odwiedzamy rybaków i marynarzy upamiętnionych na tablicach latarni morskiej. Wspominamy też przyjaciół z Marynarki Wojennej – komandorów Jana Juraszczyka, Leszka Płacheckiego, Tadeusza Laska i Krzysztofa Młyńczaka. Zapalamy znicze tym, których również pochłonęło morze. Z rejsu nie wrócił do domowego zacisznego portu oficer mechanik Roman Tamas – mechanik na Cemfjordzie. W Alei Zasłużonych dla Kołobrzeskiego Żeglarstwa oddajemy hołd, tym którzy przecierali morskie szlaki pod biało czerwoną banderą kapitanom: Henrykowi Kuryj, Andrzejowi Desko, Zbigniewowi Butowskiemu, Zbigniewowi Drużbie. Czuję, że jestem winny im wszystkim wspomnienie, gdyż i ci wielcy i ci mi równi kształtowali moją dzisiejszą osobowość, której nie muszę się wstydzić. Każdy z nas ma we wspomnieniach takich ludzi i każdy z nas powinien zapalić im w tym dniu świeczkę, jako latarnie pamięci i wdzięczności za to, co się od nich, za ich życia, otrzymało. Zapalmy też znicz wszystkim, których nie znamy, a którzy nie zawinęli do swojego portu z dalekiego morza, zapalmy światło, które będzie latarnią dla tych, co dziś są na morzu, aby bezpiecznie powrócili z morza. Naszą myślą o nich wspomagamy dobry los, który oby zawsze ich do domowego portu poprowadził. I tak mijają lata. Człowiek wszystko odkłada na później, aż w końcu okazuje się, że nie ma żadnego później i dalej. Jest tylko krzycząca pustka i cisza, mgliście oddalające się wspomnienie. Żył lat… zmarł. Pamięć trwa.
zdjęcia Marek Padjas