| „Sobota 16 lipca godzina 11.00 odcumowano od nabrzeża w Basenie Szkolnym”, to pierwszy wpis w dzienniku pokładowym. Flotylla pięciu jachtów: m/y Pilot, s/y Almayer, s/y Ela, s/y Madzia i s/y Ola po raz szesnasty w historii wyrusza w rejs. Celem wyprawy jest niemieckie miasto partnerskie Barth. Do pokonania prawie pięćset mil morskich. Na mapie to niewielka odległość, ale dla młodych żeglarzy to ogromne wyzwanie. Pierwsze porty to Mrzeżyno, Dziwnów, Kamień Pomorski i Wolin. Neofici powoli przyzwyczajają się do nowego życia. Poznają się nawzajem. Niezrozumiałe słownictwo staje się jasne i proste. Już nie ma problemów z odróżnieniem bezana od grota, a „te wszystkie sznurki od tych szmat” też są na swoim miejscu. Niektórzy od września rozpoczną naukę w kołobrzeskiej szkole morskiej. Z Wolina do Nowego Warpna płyniemy przy pięknej pogodzie. Nie wiemy, że pobyt w tym małym porciku wydłuży się do kilku dni. Oglądamy zabytkowy pałac i kościół w Karsznie. W nocy wiatr tężeje, dodatkowo z nieba leją się hektolitry wody. Korzystamy z gościnności szefa mariny Hals, ale i ta pomoc nie na długo się zdaje. Dzięki pomocy Burmistrza Władysława Kiragi przenosimy się do szkoły. Tu przynajmniej jest sucho i ciepło. Nieocenione wsparcie niosą Joanna i Wanda Bartol z Baru Argus, które tradycyjnie już, przepysznie nas karmią. Ich szaszłyk z sandacza – „palce lizać”, nie wspomnę o „historycznych” pierogach. W sobotę zaczyna się przejaśniać i popołudniowy festyn bardzo się udaje. Dziewczyny zwyciężają w zawodach wakeboard’u tj. sportu polegającego na poruszaniu się po wodzie na desce przypominającej surfingową. 24 lipca rzucamy cumy i ruszamy w dalszą drogę. Zalew Szczeciński pokonujemy jednym halsem. Mijamy dwa mosty Karnin, Zecherin i cumujemy w Wolgaście. Odnowione stare miasto robi wrażenie, szczególnie piękna katedra. Zwiedzanie jak najbardziej wskazane. Krótki przelot do Peenemünde to czysta przyjemność. Miejscowość ma swoją mroczną historię z okresu II wojny światowej. Mało jednak kto wie, że to tutaj w 1630 roku lądował ze swoimi wojskami król szwedzki Karol Gustaw. Następnego dnia mamy do pokonania Zatokę Greifswaldzką. Cel podróży Lauterbach na Rugii. Po drodze malownicza wyspa Ruden i Vilm. Wycieczka do Putbus pozostawia niezapomniane wrażenia. W przepięknym parku zobaczyć można wiele egzotycznych drzew i krzewów. Tu prym wodzi Antoni Szarmach. Rano opuszczamy gościnny port i zaprzyjaźnionego bosmana (na drzwiach jego biura od lat widnieje logo Ligi Morskiej i Rzecznej). Po prawej burcie wybrzeża wyspy Rugia. Po wejściu w Cieśninę Strela rozpoczyna się halsowanie w poprzek toru wodnego. Na horyzoncie Stralsund. Witają nas wieże trzech kościołów: Najświętszej Marii Panny, Św. Mikołaja i Św. Jakuba oraz sylwetka najnowszego mostu. Opływamy Wyspę Danholm aby zacumować w City Marina. Miejsc przy kei jak na lekarstwo. Dzięki wstawiennictwu przemiłej Fryderyki, szef mariny znajduje „kawałek” nabrzeża. Idziemy zwiedzać miasto. Nie można pominąć rynku z historycznym ratuszem, czy barku Gorsch Fock (ex Tawariszcz). Po jednym dniu odpoczynku ruszamy do Barth, celu naszej podróży. Neptun znowu odwrócił się plecami. Deszcz leje, popołudniu morze zaczęło robić się niespokojne. Fale pną się wyżej i uderzają w nasze burty z coraz większą siłą. Wszystko podskakuje wysoko do góry, by zaraz znów spaść na swoje miejsce. Przypominało to nieco większą huśtawkę… Niektórzy woleli przyjąć pozycję horyzontalną. Ten „błogostan” przerwały komendy kapitanów „Przygotowanie do wejścia do portu”. „To Barth! Dopłynęliśmy!” Coroczne wizyty w tym mieście uświadamiają nam, jakie korzyści można czerpać z żeglarstwa. Z zazdrością patrzymy na jachty cumujące przy nowych nabrzeżach. Podejmuje nas Zastępca Burmistrza Manfred Kubitz, komandor jachtklubu Wolfgang Viet, kapitan portu Stephan Wenke, odwiedzamy tamtejsze gimnazjum. Z zadumą pochylamy się przy tablicy z polskim napisem na terenie byłego obozu koncentracyjnego. Żeglarska eskapada do Zingst – znanego kurortu pokazuje, że nie trzeba budować wieżowców, a małe pensjonaty nadają miastu niezapomniany klimat. Cały czas naszą grupą opiekuje się wiele osób. Przede wszystkim Michael Comentz, Hans Pohle, Mira Milewska. To naprawdę sprawdzeni przyjaciele. Nadchodzi czas powrotu. Z wielkim żalem opuszczamy przyjazny port; kurs Stralsund. Wśród nas kilku nowych załogantów. Odwiedzamy Muzeum Floty, Meeres Muzeum, którego założycielem był Otto Dibbelt dyrektor przedwojennego kołobrzeskiego muzeum. Zatrzymujemy się przy historycznej tablicy, miejscu śmierci Ferdynanda Schilla. Następny port to Greifswald. Podczas postoju przy moście Wieck idziemy do klasztoru Eldena miejsca pochówku Anny Jagiellonki żony księcia Bogusława X. W Greifswaldzkim Muzeum Pomorza oglądamy szczerozłoty naszyjnik znaleziony w Piotrowicach koło Kołobrzegu. Rejs do Peenemünde Nord to nie tylko szkoła żeglarstwa, ale i podziwianie widoków. Na zatoce widzimy las białych żagli. Po prawej burcie kominy elektrowni Lubmin. Tutaj ma swój koniec słynny rurociąg Nord Stream. Po zachodniej stronie wejścia do portu można obejrzeć małą ekspozycję poświęconą tej kontrowersyjnej inwestycji. W Peenemünde uczestniczymy w miejscowym festynie, a hafenmeister pokazuje nam plany rozbudowy mariny. Rejs rzeką Peene to kolejna nauka nawigacji. Mijamy Freest, Kröslin, Karlshagen, aby wieczorem zacumować w Marinie Horn Wolgast. Spotykamy byłego jej szefa. Miłe wspomnienia i prezentacja naszych starych banderek umieszczonych na ścianie w portowej tawernie. Wczesnym rankiem rzucamy cumy i po przejściu mostu zwodzonego kierujemy się w stronę Zalewu Szczecińskiego. Nad nami ciężkie burzowe chmury. Na szczęście przechodzą bokiem. Po lewej burcie Lassan, po prawej Rankwitz, cumujemy na dalbie przy moście Zecherin. Pogoda się poprawia. Ostatni charakterystyczny punkt przed wejściem na Mały Zalew to monumentalny most Karnin. Kierunek Ueckermünde. Jego mieszkańcy pamiętają czasy kiedy to podczas organizowanych „Dni Zalewu” zawijały tu okręty Bałtyckiego Dywizjonu Okrętów Pogranicza, a kołobrzeżanie mieli mnóstwo znajomych. Fotografie z tamtych lat można obejrzeć w wielu miejscach. Dwoma halsami pokonujemy trasę do Nowego Warpna. Dezety rozwijają prędkość 9 węzłów. Dla tych łodzi to rekordy prędkości. Po takich wrażeniach wszystkim należy się odpoczynek. Następnego dnia maszerujemy do Podgrodzia – „Polskiego Arteku”. To już ostatnie dni rejsu, żegnamy Zalew Szczeciński, aby rzeką Dziwną dojść do Wolina. Wikingowie już wyjechali miasteczko wróciło do swojego sennego rytmu. Trasę do Kamienia Pomorskiego pokonujemy bez przeszkód. Ostatnie spojrzenie na Królewski Głaz, a na kei witają nas bosman Teodor Rodziewicz i Mariusz Kurek. Zwiedzanie katedry z cudownymi organami, wirydarza i innych zabytkowych miejsc pozwala na przypomnienie historii tych ziem. Szczególne wrażenie robi budowa nowej mariny. Ranek wita nas gęstą mgłą. Takie warunki wymagają dokładnego prowadzenia nawigacji. Dziwnów i ostatni w tym rejsie most zwodzony. Miłe słowa pożegnania z Panem Mostowym. Wychodzimy na pełne morze. Po kilkudniowych sztormach Bałtyk jest rozkołysany. Wiatru jak na lekarstwo. Na prawym trawersie latarnia morska (wszyscy wiedzą jaka) i w oddali Mrzeżyno. Sobotnie popołudnie to czas ostatecznych przygotowań do powrotu do domu. Myjemy pokłady, klarujemy łodzie, pakujemy swoje worki. Wieczorem wspominamy minione, razem spędzone dni. „Niedziela 14 sierpnia godzina 13.00 zacumowano prawą burtą przy nabrzeżu w Basenie Szkolnym” – to ostatni wpis w dzienniku pokładowym. „Hurra !!!”. Witają nas bliscy i przyjaciele. Ostatnie uściski dłoni z innymi załogantami. Choć rejs nam wszystkim dał się we znaki i byli tacy, którzy mówili po nim, że chyba rozminęli się z powołaniem, to jednak był świetną lekcją, która z pewnością przyda się każdemu w przyszłej karierze morskiej. Był przede wszystkim niezapomnianą przygodą, którą będziemy pamiętać do końca życia. Kto tego nie przeżył niech żałuje. 16 rejs do Barth przeszedł do historii. Do zobaczenia za rok. |
 |