W Tallinie ekipa Sekstant Expedition została przyjęta bardzo ciepło i serdecznie. Gospodarzem i dobrym duchem naszej wizyty była mieszkająca na stałe w Tallinie Agata Depka, której należą się w tym miejscu ogromne podziękowania!
Zaproszona na poranna kawę Agata, do mariny Vanasadama dotarła o 09.00 rano. Do kawki było też pełne śniadanie, przy którym mogła poznać naszą załogę i zwiedzić jacht 🙂
Punktualnie o 10.00 załoga została przywitana przez przedstawicieli Wydziału Polityczno-Ekonomicznego Ambasady RP: I sekretarza, Pana Michała Świerzowskiego oraz Panią Oksanę Kustovą. W imieniu Ambasadora RP w Estonii Pan Michał Świerzowski zaprosił wszystkich do zwiedzenia miasta w towarzystwie polskiej przewodniczki.
Po wizycie przedstawicieli Ambasady pojawili się kolejni goście – zaprzyjaźnieni entuzjaści żeglarstwa w Estonii Allar Allas i Krisjtan Knight, reporterzy największego estońskiego dziennika „Postimees” i kamerzysta portalu internetowego uutised.err.ee. Załoga pokazywała jacht, opowiadała o wyprawie i udzielała wywiadów estońskim mediom.
Przybył także Margus Zahharov, przedstawiciel Estońskiego Centrum Szkolenia Żeglarskie STA i jednocześnie kapitan jachtu szkoleniowego s/y St. Iv, który prywatnie jest znajomym dowodzącej naszym jachtem kapitan Małgorzaty Czarnomskiej.
Po intensywnej części oficjalnej przyszedł czas na przyjemności. Dzięki uprzejmości Ambasadora RP w Tallinie nasza załoga mogła zwiedzić miasto w towarzystwie polskiej przewodniczki, Pani Doroty Kaczmarczyk Zwiedziliśmy najciekawsze zakątki starego miasta, nie bez przyczyny wpisanego na listę dziedzictwa UNESCO. Ukoronowaniem wizyty na starym mieście były specjały kuchni estońskiej i obiad w restauracji Kuldse Notsu.
„Po południu załoga uzupełnia zapasy prowiantu, paliwa i wody pitnej. O 19.00 całą ekipą pojawiliśmy się w wyjątkowej średniowiecznej restauracji Olde Hansa w centrum starego miasta, zaraz przy Ambasadzie RP. Agata doradzała lokalne specjały – m.in. suszone mięso łosia, piwo korzenne i miodowe, zupę z borowików, chleb ziołowy z orzechami, chleb z bekonem i inne pyszności. W wesołej atmosferze i przy morskich opowieściach wieczór minął jak z bicza trzasnął…”
Jacht Barlovento II wyszedł w morze we wtorek, punktualnie o godzinie 09.00. Pożegnali go estońscy żeglarze na pokładzie s/y St. Iv, jednostki szkoleniowej STA pod dowództwem kpt. Margusa Zahharova. Specjalnie na tą uroczystość na s/y St. Iv podniesiono proporce wszsytkich regat z ostatnich 10 lat, w których jacht brał udział.
Dziś o godzinie 0600 UTC (09.00 czasu lokalnego) Barlovento II znajdował się na pozycji 60°05,6′N 028°03,2′E. Po wyjściu z Tallina jacht dostał wiatr od rufy i żwawo pożeglował w kierunku Petersburga. – „Mkniemy jak dzikie rosomaki i prawdopodobnie na wieczór będziemy już na miejscu!” – napisała Pani Kapitan.
***Cicha Zatoka na samym końcu świata***
17 lipca 2013
Christoph Rusham, uczestnik ekspedycji badającej topnienie lodowców w Arktyce opisując Archipelag Ziemi Franciszka Józefa określił go jako „the very end of the world”.
I chyba coś w tym jest…
Nieodparta chęć znalezienia żeglownej północno-wschodniej drogi do Azji pchała kolejne ekspedycje na niegościnne arktyczne wody.
W lipcu 1872 roku ważący 220 ton trzymasztowy szkuner SMS Tegetthoff opuścił norweski port Tromsø i pożeglował na północ. Austro-Węgierska ekspedycja pod wodzą Karla Weyprechta i Juliusa von Payera miała podjąć próbę przejścia przez North-East Passage a ewentualnie dotrzeć do Bieguna Północnego.
Żaden z tych celów nie został osiągnięty. Już pod koniec sierpnia 1872 roku na północ od wybrzeży Nowej Ziemi SMS Tegetthoff utknął w paku lodowym i utraciwszy wszelką manewrowość dryfował bezradnie przez niegościnne wody Arktyki. Masy lodu nieubłaganie pchały szkuner na północ, a uwięziona na nim załoga miała spędzić w lodach najbliższe lata…
30 sierpnia 1873 marynarze dostrzegli przed sobą majestatyczne dwie skały wynurzające się z gęstej mgły. Oto dotarli do lądu nieznanego ówczesnej kartografii. Miejsce, które ujrzeli nazwano Cape Tegetthoff, a cały odkryty archipelag na cześć cesarza Austro-Węgier otrzymał nazwę Ziemi Franciszka Józefa.
Z nastaniem zimy pole lodowe zamarzło tworząc ciągłą pokrywę. Podczas nocy polarnej kierowani przez Juliusa von Payera członkowie ekspedycji przemieszczając się na sankach częściowo zbadali, skartowali i opisali zachodnią partię archipelagu. Obserwowali żyjące na archipelagu zwierzęta, prowadzili badania geodezyjne, meteorologiczne i astronomiczne. Von Payer malował także obrazy.
Gdy wiosną 1874 roku lód nie otworzył się i SMS Tegetthoff nadal pozostawał uwięziony, Karl Weyprecht podjął decyzję o opuszczeniu statku. Załoga tygodniami ciągnęła sanie i szalupy ratunkowe w kierunku otwartej wody. Członkowie ekspedycji zostali w końcu podjęci przez rosyjski statek wielorybniczy i 3 września dopłynęli do Rosji.
W trakcie ostatniego z eksploracyjnych wypadów załogi SMS Tegetthoff na zachód od wyspy nazwanej na cześć amerykańskiego polarnika Francisa Leopolda McClintocka, członkowie ekspedycji z daleka zobaczyli kolejny ląd. Południowe wybrzeże tej wyspy osiągnęła jednak dopiero brytyjska ekspedycja, którą w 1880 roku dowodził Benjamin Leigh Smith. Smitha zatrzymał lód, ale wyspa otrzymała już wtedy nazwę na cześć Josepha Hookera, angielskiego botanika, który brał udział w wyprawie na Antarktydę.
Wyspa Hookera nabrała istotnego znaczenia kiedy po aneksji Archipelagu przez Związek Radziecki w 1929 roku założono tam pierwszą stałą stację badawczą obsadzoną 40-50 osobową załogą. Ulokowano ją w Cichej Zatoce (Бухта Тихая), w której 16 lat wcześniej na swoim statku Święty Męczennik Foka (Святой великомученик Фока) zimował rosyjski polarnik Grigorij Siedow (Георгий Седов), w nieudanej wyprawie na Biegun Północny.
Dziś w tej osłoniętej zatoce po trudach żeglowania przez Morze Barentsa odpoczywała załoga Barlovento II. Stała stacja badawcza imienia Siedowa została zamknięta w 1958 roku, ale dwa lepiej zachowane budynki wykorzystywane są jako tymczasowe bazy dla letnich ekspedycji. Ekipa Sekstant Expedition zwiedzała pozostałości niszczejącej bazy, a także eksplorowała pobliskie góry lodowe z perspektywy pontonu NordBoat i kajaków Aquarius.
– „Wczoraj byliśmy z wizytą u rosyjskich polarników którzy użyczyli nam swoją banię a dziś pływaliśmy kajakiem i pontonem. Maciuś pokazowo wpadł do wody, ale to opiszę na spokojnie w kolejnej relacji :)” – napisał dowodzący wyprawą Maciek Sodkiewicz.
Z niecierpliwością czekamy więc na szczegółowy opis tego zdarzenia a także na wyniki przeprowadzanych testów smaku drinków z lodem prosto z gór lodowych 🙂
Dziś, 20 lipca 2013, o godzinie 15.00 czasu moskiewskiego Barlovento II zanotował pozycję 82° 10,554 N 60° 48,020 E
Tym samym załoga Sekstant Expedition pod dowództwem Kapitana Maćka Sodkiewicza osiągnęła jedną z najbardziej na północ wysuniętych pozycji nad którą powiewała bandera polskiego jachtu!
***
Dzisiaj o godzinie 10.50 czasu moskiewskiego (0650 UTC) Barlovento II przekroczył 82 stopień szerokości geograficznej północnej. Załoga Sekstant Expedition zostawiła za rufą Wyspę Rudolfa, czyli najbardziej na północ wysunięty skrawek lądu na szelfie kontynentalnym Europy. Przed sobą dostrzec mogli pole lodowe, do którego postanowili dopłynąć. Tak daleko na północ, jak tylko się da.
O godzinie 15.00 czasu moskiewskiego (1100 UTC) Barlovento II osiągnął pozycję 82° 10,554 N 60° 48,020 E. Pole lodowe było już na tyle blisko, że ze względu na prognozowane silne wiatry Kapitan Maciek Sodkiewicz podjął decyzję zmianie kursu na południowy i powrocie do Europy 😉
– „Wracamy na południe tak szybko jak to możliwe. Zrobiło się dużo zimniej odkąd zaczął wiać silny wiatr.” – napisał Maciek.
***
A więc jednak rekord!
Dotychczas nie byliśmy pewni czy osiągnięta w sobotę szerokość 82 10.554N jest najbardziej na północ wysuniętą pozycją osiągniętą przez jacht pod polską banderą… aż do teraz:
„Gratuluję!
Jest to rekordowa pozycja dla polskiego jachtu!
Pierwszy jacht (i jak dotąd jedyny), który przekroczył 82 równoleżnik pod polską banderą była Panorama w 2006 roku osiągając pozycję 82st.00,24’N.
Jeszcze raz gratuluje i życzę szczęśliwego powrotu.
Pozdrawiam
Ewa Skut”
Powyższego maila z gratulacjami otrzymaliśmy dzisiaj od kapitan Ewy Skut, która wielokrotnie uczestniczyła w żeglarskich wyprawach rejonypolarne (w tym w rejsie jachtu Panorama w 2006 roku). Jest też autorką książki „Pod żaglami wśród polarnych lodów” opisującej wyprawy polarne oraz redaktorem portalu Polskie Żeglarstwo Polarne, który wspiera wyprawę Sekstant Expedition – Rosyjska Arktyka 2013
http://polskiezeglarstwopolarne.pl/
***
bardzo długi powrót
25 lipca 2013
Powrót przez Morze Barentsa okazał się być najtrudniejszą częścią 3 etapu wyprawy. Pogoda nie sprzyja naszej załodze, a brzegi kontynentalnej Europy wciąż są daleko. Początkowo, gdy w rejon Ziemi Franciszka Józefa dotarł zapowiadany głęboki niż, zrobiło się bardzo zimno, mokro i bardzo mgliście. A potem zaczęło wiać z południa… Kolejne doby przynosiły wzrost ciśnienia. I regularny spadek siły wiatru.
– „Dobrze, że przynajmniej wiatr jest w miarę korzystny i możemy płynąć na żaglach.” – napisał Maciek – „I tak wleką się nudne mile. Godzina za godziną. Wachta za wachtą. Jedynym urozmaiceniem jest kambuz gdzie z nudy zaczynają pojawiać się prawdziwe cuda. Karolina, Magda i Monika przez pół nocy piekły świeży chleb. Tak się rozkręciły, że z rozpędu upiekły też bułeczki z dżemem. Poprzeczka dla kolejnych wacht stale pnie się w górę. Na kolację Gosia z Markiem serwują krokiety z mięsem i czerwony barszcz. Jemy spokojnie. Bez pospiechu. Celebrując przyjemne ciepło mesy z dala od wilgoci, mgły i sztormiaków.”
Zgodnie z najnowszą prognozą pogody powinno udać się zdążyć na czas do Murmańska. Ale na styk.
– „Wieje cały czas słabo i przeważnie jeszcze z południa. I tak walczymy powolutku wykorzystując każdą zmianę kierunku wiatru. Trochę na żaglach, trochę na maszynie. Ćwicząc najważniejszą z cnót żeglarza – cierpliwość. Rozpoczynają się dywagacje o długości wiz rosyjskich i sprawdzanie kto na kiedy zaplanował lot. Cóż pozostaje czekać na korzystny wiatr…”
Trzymamy kciuki za naszą załogę. W końcu to dopiero połowa wyprawy. W Murmańsku zaokrętuje się załoga 4 etapu, który pożegluje do brzegów Nowej Ziemi i na Morze Karskie.
***pierwszy zachód słońca***
28 lipca 2013
– „Ostatnia doba żeglugi do Murmańska okazała się bezsenna prawie dla całej załogi. Nieliczni szczęśliwcy raczyli się kilkoma godzinami snu, a inni wpadli w pętlę wacht, wspierania się nawzajem i zmagań z uciekającym czasem…
Chociaż wiedzieliśmy, że część z nas nie zdąży na samoloty, to siłą własnych umysłów staraliśmy się napędzać jacht. Kącik czytelniczy zwany „empikiem” przeniósł się z mesy do kokpitu i wszyscy uważnie nasłuchiwaliśmy sygnałów z wybrzeża dając sobie i Kapitanowi szansę na urwanie dosłownie kilku drzemek.” – napisała do nas Monika Żuberek
W sobotę około północy rosyjskiego czasu (2000 UTC), po ciągnącej się niemal w nieskończoność żegludze na południe, załoga Barlovento II dotarła w okolice Półwyspu Kolskiegodo szerokiego na 12 mil pasa wód przybrzeżnych Rosji. Już niedaleko Zatoka Kolska, a u jej krańca Murmańsk, największe miasto za kołem podbiegunowym.
– „W końcu usłyszeliśmy: „kto płynie na koordynatach takich a takich” i już wiedzieliśmy, że chodzi o nas, o dzielne Barlovento II.” – pisała dalej Monika – „Wyrwany z płytkiego 3-minutowego snu Maciek, po mistrzowsku, w trzech językach naraz, ustalał jak i gdzie płynąć. Nie tylko dla siebie, ale też dla zaprzyjaźnionego holenderskiego jachtu „Anne Margarheta”, który już wcześniej nas wspierał. Ot, kolejny piękny przykład żeglarskiej przyjaźni”.
Półwysep Kolski u początków średniowiecza zamieszkiwały głównie niezbyt liczne plemiona ugrofińskie, jednak na jego północnym wybrzeżu w poszukiwaniu dogodnych łowisk osiedlali się także przybyli ze Skandynawii Normanowie. Około XII wieku znad Morza Białego dotarli tutaj pierwsi osadnicy ruscy, którzy zniekształcając słowo Norman nazwali w swoim języku siedziby skandynawskich rybaków Murmaniem.
Wnętrze Półwyspu Kolskiego nie wydawało się jednak przyjazne dla stałego osadnictwa. Do końca XIX wieku żyło tu łącznie kilka tysięcy osób, a szczegóły topografii naniesiono na mapę Europy w 1887 roku dzięki wyprawom fińskich badaczy Wilhelma Ramsaya i Alberta Petreliusa.
W październiku 1916 roku z niezamarzającym 57 kilometrowym fiordzie Zatoki Kolskiej na polecenie cara Mikołaja II Romanowa rozpoczęto budowę nowego miasta, nazwanego Romanow na Murmaniu (Романов-на-Мурмане), na cześć panującej dynastii. Było to ostatnie miasto założone za czasów dynastii carskich. Niewiele później, w wyniku rewolucji, nazwę miasta zmieniono na Murmańsk, a następnie zaczęto uprzemysławiać rejon Półwyspu Kolskiego i osiedlać w Murmańsku coraz większą liczbę ludności. Obecnie jest to jedno z największych miast położonym poza kręgiem polarnym.
– „Kiedy wpływaliśmy w murmański fiord pierwszy raz od 3,5 tygodnia raczyliśmy się zachodem słońca. Czyżby wyprawa na Ziemię Franciszka Józefa zajęła nam tylko jeden dzień?
Niebawem słońce wzeszło i poranne mgły zaczęły się podnosić, a my wraz z „Anne Margarhetą” powoli zbliżaliśmy się do portu, bardzo już zmęczeni i ze świadomością, że nasza część wyprawy powoli dobiega końca. Chyba większość z nas odczuwała ten dysonans: satysfakcji z rekordu i niedosytu żeglarskich przygód. Bo tych zawsze chce się więcej i więcej.
Postawienie stopy w terminalu węglowym w Murmańsku wcale nie oznaczało jednak końca przygód, a dopiero ich początek, ale o zgoła innym charakterze.”
***areszt w Murmańsku***
29 lipca 2013
Podczas gdy Barlovento II i holenderska Anne Margarheta zbliżały się do Murmańska aby razem z załoga jachtu Piotr I zakończyć arktyczną część międzynarodowej imprezy Regatta Adventure Race 80 dg, w porcie przy terminalu węglowym od 12 dni stał niemiecki jacht Dagmar Aaen dowodzony przez słynnego podróżnika i polarnika, Arveda Fuchsa.
Dagmar Aaen nie stoi tu dla przyjemności. Członkowie tej ekspedycji mieli udać się z Murmańska w kierunku Ziemi Franciszka Józefa. Wszyscy posiadają ważne wizy rosyjskie, na jachcie znajduje się dwóch rosyjskich pilotów, w tym strażnik Parku Narodowego Rosyjska Arktyka. Posiadają także pozwolenie na odwiedzenie Archipelagu Ziemi Franciszka Józefa. Pozwolenie dla jachtu Dagmar Aaen wydano w tym roku, na podstawie nowego prawa federalnego nr 110, zgodnie z którym do uzyskania takiego dokumentu konieczne jest jedynie zawiadomienie służb bezpieczeństwa oraz agencji wywiadu.
Mimo tego służby bezpieczeństwa w Murmańsku zatrzymały Dagmar Aaen wraz z 16 osobową załogą i nie zezwoliły na wyjście z portu. Początkowo załoga nie mogła uzyskać żadnej odpowiedzi na temat powodu ich zatrzymania. Kilka dni temu Arved Fuchs został poinformowany, że Rosyjskie Ministerstwo Transportu nie opracowało procedury umożliwiającej zagranicznym statkom przekraczanie granicy pasa wód przybrzeżnych w celu żeglugi po otwartych wodach terytorialnych Rosji, a tym samym ich pozwolenie na żeglugę przez Morze Barentsa na Ziemię Franciszka Józefa… nie jest ważne.
Wcześniej, przed wprowadzeniem prawa nr 110, aby umożliwić zagranicznym statkiem (w tym także jachtom prywatnym) eksplorację rejonów polarnych, Rząd Federacji Rosyjskiej musiał dla każdej jednostki wydawać osobną uchwałę. Prawo federalne zmieniono w tym roku, ale Murmańsk jak widać rządzi się własnym prawem.
Niemiecki Dagmar Aaen dwunastą dobę stoi w porcie nie mogąc wypłynąć w kierunku upragnionego Archipelagu Ziemi Franciszka Józefa. I wtedy do murmańskiego portu wchodzą dwa jachty: polskie Barlovento II i holenderska Anne Margarheta. Oba wracają właśnie z Ziemi Franciszka Józefa. I oba wiozą na pokładach pozwolenia wydane na podstawie nowego prawa federalnego nr 110…
Obie jednostki aresztowano.
– „Na wszelki wypadek rozpoczęto śledztwo, czy aby na pewno byliśmy tam zgodnie z prawem. Zaczęły się dochodzenia, przeglądanie map, dziennika, raportów z pozycjami.” – napisał Maciek Sodkiewicz – „Sam już nie wiem czy to straszne czy śmieszne.
Tak czy siak stoimy jeszcze w Murmańsku i nikt tu nie wie jak długo ani po co.”
***trochę nerwowo***
31 lipca 2013
– „Murmańsk powitał nas słońcem, stalą, hukiem portu i wszechobecnym pyłem węglowym.” – napisała Karolina Turżańska zaraz po wejściu do portu. Niewiele później na jachcie pojawiła się załoga 4 etapu przynosząc dobrą wiadomość: „idziemy na obiad, a w mieście czeka już na nas upragniona bania!
Miasto jest duszne. Spośród socjalistycznej architektury wyłaniają się relikty poprzedniej epoki, pomniki Lenina, sierpy i młoty. Przy wyjściu z portu mijamy bilboard – laurkę dla najbardziej zasłużonych czynowników. Stare czasy w trochę polukrowanej formie. W ogromie…” – napisała Karolina
Z pomocą poprzedniej załogi nowa ekipa zrobiła w Murmańsku zakupy na kolejne trzy tygodnie, zaształowała jacht, zatankowała paliwo i wymieniła butle z gazem. A potem pojawiły się kłopoty. Kłopoty miały postać przybyłych na jacht przedstawicieli rosyjskiej administracji. Nie wróżyło to dobrze.
– „Na pokład wdrapuje się kilku miło wyglądających mundurowych i kobieta o marsowej minie. Przedzieranie że statku na chybotliwy jacht, przez relingi, w wąskiej spódnicy i w butach na obcasach w innych okolicznościach mogłoby nawet bawić. Teraz tylko bardziej niepokoi. Błyskawicznie sprzątamy mesę i szykujemy dokumenty.” – napisała Karolina.
Kapitan Maciek Sodkiewicz wraz z Daniłem Gavrilovem, organizatorem Regatta Adventure Race 80 musieli tłumaczyć się z każdego punktu dotychczasowej trasy.
Potem zaczęły się przesłuchania członków załogi. Już nie na jachcie, ale w siedzibie rosyjskich służb. Po przesłuchaniach członkowie załogi 3 etapu mogli w końcu opuścić Murmańsk, ale Maciek był nadal w areszcie i nie wiadomo było kiedy to wszystko się skończy. Danił, oskarżony o popełnienie wykroczeń, przesłuchiwany był w drugim pokoju. W trzecim kapitan Anne Margarhety.
Nastroje stały się trochę nerwowe, a w głowach załogi kłębiły się ciągle te same pytania. Kiedy się uda wypłynąć z Murmańska? Czy na podstawie dotychczasowych pozwoleń 4 etap będzie mógł dotrzeć na Ziemię Franciszka Józefa? Na Nową Ziemię? Na Karskie?
Maćka wypuścili wieczorem.
– „No dobra udało się tiurmy uniknąć. Skończyło się na kilku mandatach i skutecznym pogmatwaniu planu kolejnego etapu wyprawy. Ale przynajmniej jesteśmy wolni. Silnik już odpalony i spadamy stąd z myślą by nigdy już do Murmańska nie wrócić.” – napisał Kapitan.
***12 mil od brzegu***
2 sierpnia 2013
Barlovento II płynie na wschód. Rosyjskie służby nakazały jednak kapitanowi nie wychodzić poza strefę przybrzeżnych wód terytorialnych.
Ekipie Sekstant Expedition towarzyszy wracający do Archangielska Danił na swoim jachcie Piotr I. Za pomocą łączy satelitarnych obaj kapitanowie próbują uzyskać od Rosyjskich Służb Bezpieczeństwa pozwolenie dla jachtu BarloventoII na wypłynięcie poza strefę, w kierunku Nowej Ziemi. Rosjanie piętrzą trudności i ciężko powiedzieć jak się to skończy.
Na razie oba jachty żeglują powoli wzdłuż północnych wybrzeży Półwyspu Kolskiego. Strefa przybrzeżna ma szerokość 12 mil morskich…
***pod okiem FSB***
5 sierpnia 2013
W niedzielę Barlovento II minęło wschodni skraj Półwyspu Kanin (полуостров Канин) i cały czas mozolnie przemieszcza się na wschód.
Wiatru prawie nie ma. Załodze towarzyszy rozległy układ wyżowy, który rozpieszcza słoneczną pogodą, ale z też irytuje niezmiennym widokiem ledwie wydętych żagli.
– „Postawiliśmy spinakera i wyciskamy ile się da z tego słabego wiatru.” – napisał Maciek Sodkiewicz.
Barlovento II ma też jednak inne towarzystwo. Przez cały czas obserwuje ich czujne oko rosyjskich służb granicznych. Naszej załodze nadal nie wolno opuścić przybrzeżnego pasa wód terytorialnych Federacji, co oznacza, że muszą poruszać się w strefie o szerokości 12 mil morskich. Niezbyt to dużo dla jachtu.
W nocy z niedzieli na poniedziałek ciemna sylwetka statku Bieregowej Ochrany Pogranicza (Береговая охрана Погранича) podpłynęła do burty Barlovento II. Oficerowie Służby Bezpieczeństwa przeprowadzili nocną kontrolę dokumentów jachtu i załogi.
Nie mieli zastrzeżeń. Po jakimś czasie wrócili na swoją jednostkę, ale nie odpłynęli daleko. Granatowo-biały kadłub statku Ochrany przez kilkanaście godzin płynął równolegle do kursu Barlovento II. Obserwował.
Koło południa weszli na Morze Peczorskie (Печорское море). Wtedy pogranicznicy odpłynęli, tak po prostu.
Tymczasem wiatr ucichł zupełnie. – „Postanowiliśmy wykorzystać objęcia wielkiego wyżu i flauty na kąpiel w morzu załogi i relaks 🙂 ” – napisał Maciek.
W nocy z wtorku na środę Barlovento II po raz kolejny znalazł się poza granicami Europy!
Sekstant Expedition jako pierwsza załoga na jachcie pod polską banderą przepłynęła Jugorskij Szar – jedną z dwóch cieśnin łączących pozostające pod wpływem Golfsztromu ciepłe wody Morza Barentsa z zimnymi masami wód Morza Karskiego.
Barlovento II wypłynął tym samym na wody azjatyckiej części Arktyki.
***na wschód od Europy***
7 sierpnia 2013
We wtorek uczestnicy wyprawy wpłynęli w wąską cieśninę Jugorskij Szar (Югорский Шар), oddzielającą wysokie klify wyspy Wajgacz (Вайгач) od pokrytego kamienistą tundrą Półwyspu Jugorskiego (Югорский полуостров).
To w tym miejscu kończy się grzbiet masywu górskiego Paj-Choj (Пай-Хой) stanowiącego przedłużenie Uralu (Урал). Na Uralu zaś kończy się Europa.
Po obu brzegach cieśniny mieszkają trudniący się rybołówstwem i hodowlą reniferów Nieńcy, dla których widok naszego jachtu był raczej niecodzienny. Do burty Barlovento II zbliżyli się na swych łodziach miejscowi rybacy. Ich ciemne twarze o azjatyckich rysach zdradzały ciekawość. Przypłynęli popatrzeć. Jednak gdy tylko czujne oczy Nieńców dostrzegły aparat fotograficzny, łodzie natychmiast zawróciły znikając szybko w najbliższej zatoce.
Dokładnie o 23.52 Barlovento II wypłynął z cieśniny Jugorskij Szar na zimne wody Morza Karskiego (Карское море), przekraczając kolejną arktyczną granicę kontynentu!
– „No to jesteśmy w Azji” – napisał Kapitan Maciej Sodkiewicz – „Spełniliśmy kolejne z naszych marzeń i wpłynęliśmy jachtem pod polską banderą na Morze Karskie. Przed nami Nowa Ziemia!”
***
Mekka Samojedów
9 sierpnia 2013
Barlovento II wypłynął na Morze Karskie (Карское море), i ruszył na północ wzdłuż zachodniego wybrzeża wyspy Wajgacz (Вайгач) czekając na wydanie przez rosyjskie służby graniczne pozwolenia na zejście na ląd w rejonie Nowej Ziemi. Rosja to kraj, w którym zawsze się na coś czeka. Czasami bardzo długo.
Załoga Sekstant Expedition nie może jednak czekać w nieskończoność. Plan wyprawy jest dosyć napięty, a za 10 dni na pokład Barlovento II powinna wsiąść kolejna załoga. Powoli trzeba było więc myśleć o powrocie do Archangielska. Dodatkowo prognozy zapowiadają zbliżający się niż i sztormowe wiatry z kierunków południowo-zachodnich. Na wysokości cieśniny Karskie Wrota (Карские Ворота) Kapitan Maciej Sodkiewicz podjął trudną, ale w obecnych okolicznościach nieuniknioną decyzję o zmianie kursu, przejściu przez cieśninę i poszukiwaniu schronienia w jednej z bezpiecznych zatok na wyspie Wajgacz.
– „Postanawiamy wrócić na morze Barentsa w wielkim stylu czyli cieśniną Karskie wrota.” – napisał Maciek – „Ta niebezpieczna, usiana skałami cieśnina zatrzymała już niejedną wyprawę polarną. Przez większą część roku wypełnia ją lód. Nawet w pełni lata, wystarczy kilka dni północnych wiatrów by growlery z lodowców Nowej Ziemi spłynęły do cieśniny. My jednak mamy szczęście. Lodu nie spotykamy.”
Po przejściu zarówno przez Jugorskij Szar jak i przez nazywane „Żelazną Bramą” Karskie Wrota, jacht Barlovento II stał się pierwszą jednostką pod polską banderą, która przeszła przez obie cieśniny łączące Morze Barentsa z azjatycką częścią Arktyki.
– „Przez chwilę na północy obserwuję niewyraźny kontur Nowej Ziemi. No cóż. Tym razem się nie udało. Lecz przecież jakieś marzenia, jakieś miejsca do odkrycia muszą pozostać na przyszłość. Kiedyś tu wrócę!”
W poszukiwaniu bezpiecznej zatoki Kapitan dopłynął na południe wyspy Wajgacz i zakotwiczył w pobliżu nienieckiej osady Varnek.
– „Niesty wciąż nie mamy pozwolenia na zejście na ląd.” – „Tak więc stoimy na przeciw wioski lustrując ja tylko lornetkami.”
Porośnięta tundrą wyspa jest niesamowitym i pełnym tajemnic miejscem. Jej nazwa pochodzi od słów „Wai Habcz” (Вай Хабць), które w języku nienieckim oznaczają tyle co „wyspa strasznego zniszczenia” albo „kraina śmierci”.
W czasach starożytnych Wajgacz nie był zamieszkany. Mieściły się tu jednak najważniejsze sanktuaria ludów Północy, do których pielgrzymowały kolejno plemiona Izhemców (Komi), Peczorców, Jurgów czy Nieńców.
Ustawiali oni na wyspie kamienne i drewniane idole, którym przez wieki oddawali cześć. Nazywana czasami Mekką Samojedów wyspa kryje w swym wnętrzu setki idoli, z których najważniejszymi były Hodak (Ходако), czyli „Starzec”, usytuowany na północnym krańcu wyspy, w pobliżu cypla Bolvanski Nos (Болванский Нос), oraz Vesako (Вэсако), czyli „Starucha” znajdująca się na południu wyspy, w okolicach dzisiejszej osady Varnek.
W 1556 roku Stephen Borough, angielski żeglarz na pokładzie statku Searchthrift dotarł do Karskich Wrót, zatrzymał się u wybrzeży wyspy Wajgacz i zszedł na ląd. Sztormowy wiatr wył i zawodził w jaskiniach bezludnego cypla Bolvanski Nos gdy kapitan Borough natknął się tam na pogańską świątynię. Zobaczył dziesiątki drewnianych pogańskich idoli, których oczy i usta umazane były krwią reniferów. Borough nie pozostał długo na owej „wyspie strasznego zniszczenia”. Wrócił na zachód unosząc ze sobą mroczne wspomnienie krwawych oczu Hodaka i jego świty.
Znaczenie idoli z wyspy Wajgacz dla ludów samojedzkich porównuje się często do słynnych Moai z polinezyjskiej Wyspy Wielkanocnej. Samojedzi przyjęli chrześcijaństwo dopiero w pierwszej połowie XIX wieku. Wtedy też misjonarze zniszczyli ogromną ilość kamiennych i drewnianych bożków, paląc na stosie idola Vesako.
***
W oku cyklonu
13 sierpnia 2013
Postój w zacisznej zatoce na wyspie Wajgacz załoga Barlovento II uczciła przepysznym ciastem z owocami. Chwile wytchnienie nie trwały jednak długo.
FSB nadal milczało, a zapasy słodkiej wody w zbiornikach zaczęły się kurczyć i trzeba było zawracać.
Morze Peczorskie było spokojne, ale tuż za nim na spotkanie Barlovento II szedł głęboki i bardzo paskudny niż zwiastujący naprawdę bardzo złą, burzową pogodę ze sztormowymi wiatrami o sile nawet do 35-40 węzłów.
– „Niestety dzięki uprzejmości FSB nie wolno nam oddalać się o więcej niż 12 mil morskich od brzegu, który jest tu wyjątkowo równy i nie daje żadnych miejsc schronienia. Nie mamy więc wielkiego wyboru. Zaształowaliśmy kajaki, przywiązaliśmy ponton, uzupełniliśmy paliwo w zbiorniku rozchodowym, porządnie zarefowaliśmy grota i płyniemy.” – napisał Maciek.
Zespół brzegowy nieustannie siedział przed monitorem i z rosnącym niepokojem wpatrywał się w bieżące prognozy, które na bieżąco przesyłane były na pokład Barlovento II. Każda prognozowana zmiana ciśnienia, każda zmiana siły i kierunku wiatru. Wszystko było ważne. Wyglądało na to, że w okolicach cypla Kanin Nos (Канин Нос) nasza ekipa przechodzić będzie przez centrum niżu…
– „Wiatr stopniowo tężeje a nasza prędkość przy zjazdach z fali dochodzi do 10 węzłów.” – napisał Maciek – „Krople deszczu padającego poziomo wypełniają nawigacyjną. Trzeba pochować dziennik i mapy. Wiatromierz wskazuje do 38 węzłów wiatru pozornego. Czyli wieje ładne równe 9B. Prognozy się sprawdzają. Dziesięć mil przed cyplem wiatr gwałtownie słabnie. Jesteśmy w oku cyklonu. Barometr spadł o 21 kresek w ciągu 12 godzin. Wspieramy się delikatnie naszym osiołkiem i tuż po minięciu cypla dostajemy pierwszy podmuch z Northwestu. Ula wygrałaś toster!! Twoje meteo sprawdziło się z dokładnością do 8 minut!! Wielki respekt! Po zwrocie rozwijamy foka na babysztagu. Teraz trzeba jak najszybciej uciec od tego niżu!”
Początkowo ucieczka wydawała się zupełnie prosta. Barlovento II pędził na południe jak szalony, jednak po kilku godzinach odwrócił się kierunek prądu i prędkość jachtu znacząco spadła. – „Kilawater za rufą potężny a na gpsie tylko 3 węzły” – napisał Maciek. Przed załogą Sekstant Expedition otwiera się Morze Białe – „Tu przynajmniej możemy pływać gdzie nam się podoba i nie obowiązują nas żadne limity odległości od brzegu.”
***
Białucha i Motyl
15 sierpnia 2013
W środę rano było już po wszystkim. Załogę Barlovento II przywitało ciepłe słonce i spokojna wyżowa pogoda. Do końca 4 etapu pozostało jeszcze kilka dni, trzeba koniecznie napełnić zbiorniki słodkiej wody…
– „Przecież znamy na Morzu Białym takie jedno ciche miejsce. Idealne by po tym wszystkim odpocząć” – napisał Maciek. Barlovento II obrał kurs na Wyspy Sołowieckie (Соловецкие острова) przecinając raz jeszcze śródlądową część Oceanu Arktycznego.
– „Magda z Jarkiem prowadzą wachtę. On steruje a ona zaczyna wypytywać o wieloryby. Czy jest w ogóle realna szansa by zobaczyć tu wieloryba? Ale takiego prawdziwego? Duuużego? No niestety, o olbrzymich humbakach na Morzu Białym to nie słyszałem, lecz dosyć często da się tu spotkać Bieługi.” – pisze Maciek – „I jak na zawołanie gdzieś po prawej burcie pojawia się charakterystyczny biały grzbiet…”
Rzeczywiście, wody Morza Białego to miejsce, gdzie dość często spotkać można białuchy, czyli przepiękne albinotyczne wieloryby.
Od czerwca do sierpnia te niesamowite ssaki przypływają w rejon Wysp Sołowieckich na czas godów i wychowywania swojego potomstwa. Po urodzeniu cielęta białuchy maja barwę ciemno szarą lub szaro brązową. Z wiekiem redukuje się u nich zdolność wytwarzania melaniny – ciemnego pigmentu odpowiadającego za barwę naskórka. Starsze osobniki są całkowicie białe i zapewne dlatego staronordyckim ludom przypominały one pływających w wodzie topielców.
Załodze Barlovento II nie udało się niestety dogonić wielorybów. Jak gdyby w ramach rekompensaty obok jachtu przepłynęły wygrzewające się na pływających deskach foki. Sołowki już nie daleko, a zaraz potem Archangielsk, wymiana załogi i zmiana kapitanów.
W ciągu dwóch najtrudniejszych, arktycznych etapów wyprawy Sekstant Expedition 2013 kapitan Maciek Sodkiewicz wraz ze swoimi załogami przeżył naprawdę dużo. Stanął na Ziemi Franciszka Józefa – najbardziej na północ wysuniętym archipelagu Europy, osiągając rekord dopłynął najdalej w kierunku bieguna jak tylko pozwoliła pokrywa lodowa Arktyki, a następnie przeszedł przez obie cieśniny łączące Morze Barentsa z Morzem Karskim i wypłynął na arktyczne wody Azji. Przez cały ten czas Maciek zmagał się z wszechwładzą rosyjskich służb specjalnych, z kłopotami nie najmłodszego już jachtu i ze sztormową pogodą. Przede wszystkim jednak zmagał się z samym sobą.
– „Siedzę na dachu i chłonę ciepłe promienie słońca. Jaki piękny dzień. Dwie bieługi, dwie małe foczki…. I w tym momencie tuż przed sztagiem przefrunął mały motylek. Powiecie, że to nic nadzwyczajnego. Może dla Was. Ale dla mnie, po ponad pięciu tygodniach spędzonych w Arktyce, to symbol powrotu do domu, do ciepłych stron, do żony i rodziny. Jak chciałbym już znaleźć się w moim hamaku rozwieszonym w rodzinnym ogrodzie…”
****
***pożegnanie z Arktyką***
22 sierpnia 2013
Zakończył się czwarty etap wyprawy, a rozpoczął piąty. W Archangielsku (Архангельск) częściowo wymieniła się załoga jachtu, a kapitan Maciej Sodkiewicz przekazał dowództwo kapitanowi Tomkowi Kulawikowi, który poprowadzi Barlovento II w drodze powrotnej do Gdyni.
W środę rano, po uzupełnieniu zapasów paliwa, wody i żywności ekipa Sekstant Expediton wypłynęła po raz kolejny na wody Morza Białego.
– „Jakieś 15 mil od Archangielska spotkaliśmy foki. Było ich całkiem sporo, jakieś dwadzieścia sztuk. Podpłynęliśmy do nich, żeby się bliżej przyjrzeć, ale natychmiast uciekły i schowały się w swoich głębinach” – napisał Tomek
– „Po chwili jednak zwyciężyła ciekawość 🙂 Foki wynurzyły się okrążając stalowy kadłub Barlovento II. Teraz to one obserwują nas, a nie my je”
Jednak Arktyka na pożegnanie przygotowała naszej załodze coś jeszcze. Coś zupełnie specjalnego…
W nocy przez kilka minut widać było migoczącą po północnej stronie nieba zorzę polarną…
– „Cud natury, stwierdziliśmy jednym głosem.” – napisał Tomek.
***cerkiewna latarnia***
23 sierpnia 2013
Barlovento II zacumował do niewielkiego pomostu Tamarin na Wyspach Sołowieckich (Соловецкие острова). W tym niezwykłym miejscu Barlovento II cumuje już po raz trzeci, ale za każdym razem sołowiecki archipelag odsłania inną ze swoich twarzy.
Tym razem świeciło słońce. Nie często na Sołowkachtrafia się tak piękna pogoda. Cerkiewne kopuły lśniły w blasku słońca, a pod potężnymi kamiennymi murami klasztoru napotkać można było mnichów i licznych pielgrzymów z wielkimi plecakami na plecach.
Załoga postanowiła wykorzystać idealną wyżową pogodę udając się na samochodową wycieczkę po wyspie Wielkiej Sołowieckiej (Большой Соловецкий остров).
– „Cudowna wycieczka z szoferem Wladimirem 🙂 Jechaliśmy przez takie wertepy, że całkiem wytrzęsło nam żołądki, a nasze kręgosłupy niemal wbiły się w siedzenia… Chyba wolę podróżować jachtem 🙂 🙂 🙂 ” – napisał Kapitan.
Wieczorem, po wycieczce załoga Barlovento II mogła skorzystać z tradycyjnej bani, w której używa się brzozowych witek. – „Po wszystkim skok do jeziorka i sołowiecki czaj”
Nad wyspą niezmiennie wznosi się majestatyczna Siekierna Góra (гора Секирная), która przypomina o mrocznej przeszłości archipelagu.
Na jej szczycie stoi wzniesiona w 1862 roku według projektu archangielskiego architekta Szachłarjewa, murowana cerkiew pod wezwaniem Wniebowstąpienia Pańskiego.
Jest to budowla dość osobliwa W kopule dzwonnicy umieszczona została latarnia morska, która do dziś wskazuje drogę rybakom i żeglarzom…
***powrót przez Kanał***
26 sierpnia 2013
– „Z Sołowek wyszliśmy o 3 rano” – napisał Tomek – „Dopłynęliśmy do Białomorska i przeszliśmy pierwszą śluzę”.
Potem formalności. Za śluzą trzeba się zatrzymać. Zameldować się odpowiednim służbom: kto? skąd? dokąd? po co?.. Trzeba także zapłacić za przejście przez Kanał. Wszystkie kolejne śluzy opłaca się tu za jednym zamachem. Załoga Barlovento II musi się spieszyć – za śluzą jest jeszcze most, który otwiera się tylko raz na dobę. Kapitan biegał więc jak po ogień, żeby załatwić wszystko na czas. – „Udało się w ostatnim momencie 🙂 ”
Przed śluzą nr 15 (Шлюз 15) załoga Sekstant Expedition musiał się zatrzymać, aby przepuścić statek pasażerski. Operacja trwała bardzo długo, zaczęło robić się ciemno i ekipa postanowiła zanocować w tym miejscu.
– „Wszyscy ułożyliśmy się do snu i kiedy powoli zapadaliśmy w spokojną drzemkę, na jacht wpadł dyspozytor, który obudził nas i nakazał natychmiastowe przejście śluzy nr 15 i przepłynięcie jednego kilometra do następnej. Tu nocujemy. Kanał ma w tym miejscu 30 m szerokości, jest ciemno i straszno.” – napisał Tomek
Następne dwa dni mijają załodze na mozolnym pokonywaniu kolejnych śluz i rozkoszowaniu się widokami urokliwych jeziorek i dzikiej karelskiej tagi na brzegach Kanału.
W poniedziałek późnym wieczorem Barlovento II przeszedł ostatnią śluzę Kanału i dopłynął do Powińca (Повенец).
***kopuły Kiży i mięso z niedźwiedzia***
30 sierpnia 2013
Po wyjściu z Powińca (Повенец) załoga Sekstant Expedition skierowała się ponownie w stronę malowniczego skansenu na wyspie Kizy (Кижи), wpisanego na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Ponieważ od ostatniego pobytu Barlovento II w tych stronach załoga zmieniała się trzykrotnie, to dla każdego członka ekipy wizyta ta była zupełnie nowym i niezapomnianym doświadczeniem.
Barlovento II dopłynął do brzegów Kizy w środę o poranku. Wcześniej przez noc załoga studiowała mapy szukając miejsca na postój, spokojnego i cichego miejsca wśród Kiżskich Szkierów.
Jacht meandrował pomiędzy malowniczymi wysepkami, aż wreszcie stanął na kotwicy po wschodniej stronie kompleksu cerkiewnego Kiży. Załoga zrzuciła ponton i podpłynęła do wyspy aby zobaczyć z bliska niesamowitą piramidę drewnianych kopuł cerkwi Przemienienia Pańskiego.
Podziwianiu unikatowych zabytków tradycyjnej, drewnianej architektury Karelii mogłoby pewnie nie być końca.
– „Są naprawdę wspaniałe i ze wszech miar warte zobaczenia” – napisał Tomek – „Szybko jednak okazało się, że podeszliśmy do wyspy nie od tej strony, którą rosyjskie władze uznają za właściwą… zjawiła się milicja, której funkcjonariusze uprzejmie, acz stanowczo poprosili abyśmy stanęli po zachodniej stronie wyspy, tam gdzie znajdują się główne biura skansenu. No i nici ze spokojnego miejsca.” 🙂
– „Ponieważ zdążyliśmy już obejrzeć najpiękniejsze zabytki, po podniesieniu kotwicy skierowaliśmy się prosto do Petrozavodska, gdzie czekało nas bardzo miłe przyjecie. Gospodarze przystani udostępnili nam banię i całe nowoczesne zaplecze socjalno-sanitarne.”
Odkrycia archeologiczne wskazują, że na terenie obecnego Petrozavodska (Петрозаводск) intensywne osadnictwo rozwijało się już 7 tysięcy lat temu, w epoce mezolitu. W trakcie prac w dzielnicy Piaski (Пески) odkryto ślady prostokątnych półziemianek tego okresu, w których mieszkały plemiona łowców reniferów.
W średniowieczu w zasięgu współczesnego miasta funkcjonowało kilka karelskich osad będących początkowo pod jurysdykcją Republiki Nowogrodu a następnie Wielkiego Księstwa Moskiewskiego. Nie były to raczej osady biedne. Między 1000 a 1100 rokiem na terenie osady u ujścia niewielkiej rzeczki Neglinka (Неглинка) ukryto skarb srebrnych monet. W ruskich źródłach historycznych pojawia się w tym miejscu wieś o nazwie Sołomiennoje (Соломенное), pochodzącej prawdopodobnie od słomianych strzech tamtejszych domostw.
Kolejny srebrny skarb, znaleziony w obecnej dzielnicy Svir (Свирь) pochodzi z XVI wieku. W tym czasie urodzony w Antwerpii słynny flamandzki kartograf Abraham Ortelius na swoich mapach w okolicy obecnego miasta zaznaczył osadę Onegaborg.
Dzisiejszy Petrozavodsk został założony w 1703 roku zgodnie z dekretem Piotra I. Trwała wówczas Wielka Wojna Pónocna i car potrzebował nowej odlewni żeliwa do produkcji armat i kotwic na potrzeby Rosyjskiej Floty Bałtyckiej. Na zachodnim brzegu Onegi znaleziono pola obfitujące w rudę darniową i tam, u ujścia rzeki Szuja (Шуя) założono pierwszą odlewnię o nazwie Шуйский завод, czyli Szujska fabryka albo fabryka nad rzeką Szuja. Dziesięć lat później przemianowano ją na „fabrykę Piotrową” – Петровский завод i od tej formy pochodzi obecna nazwa miasta.
W Petrozavodsku załoga odwiedziła restaurację „Karelskaja”, w której podawano przepyszne dania kuchni regionalnej. Kapitan Tomek Kulawik, zwany wśród przyjaciół Miśkiem zamówił jeden z karelskich specjałów, niedźwiedzie mięso.
– „Jako Misiek chyba dopuściłem się aktu kanibalizmu.. ale warto było.”
***raz jeszcze zorza***
1 września 2013
Z Petrozavodska załoga wyruszyła w piątkowe popołudnie. Barlovento II skierował się w stronę ujścia rzeki Svir spływającej do jeziora Ładoga.
– „W nocy przez około godzinę mogliśmy znowu oglądać zorzę polarną” – napisał Tomek
– „Nie była co prawda tak okazała jak ta, którą widzieliśmy na Morzu Białym. Stanowiła zaledwie dalekie echo tamtej zorzy, jaką zobaczyć można w Arktyce… a mimo to całyczas robi ogromne wrażenie. Niesamowite zjawisko.”
Jacht dotarł do ujścia Sviru wczesnym rankiem, kiedy gęsta karelska mgła spowijała jeszcze brzegi jeziora.
– „Trzeba było czekać aż do 9.00 żeby ten siwy tuman rozrzedził się nieco i odsłonił ląd” – napisał dalej Kapitan – „Wreszcie udało nam się wpłynąć w rzekę. Wchodzimy i niejako z biegu pokonujemy pierwszą śluzę i most w Podporożu (Подпороoжье). Krajobraz dookołajest dziki i piękny. Gdzieniegdzie widać przycupnięte małe drewniane domy. Ludzie stojący na brzegu pozdrawiają i machają nam dłońmi. Są bardzo serdeczni.
Noc spędziliśmy przed śluzą Svirstroj (Свирьстрой). Od wschodniej strony przy śluzie nie ma żadnego nabrzeża, musieliśmy więc rzucić kotwicę. Nurt rzeki tak mocno zarył ją w dnie, że nad ranem ledwie zdołaliśmy ją podnieść. Nie było łatwo i kosztowało nas to trochę nerwów, ale w końcu jakoś poszło.” – napisał Tomek
Po przejściu śluzy i kolejnego mostu w Łodejnoje Pole (Лодeйное Пoле) załoga zatrzymała się przy pomoście aby chwilę odpocząć i zrobić świeże zakupy. Potem Barlovento II oddał cumy i wypłynął w kierunku Ładogi.